MoonLake – biotechnologiczny sprint w alternatywnych butach

Opublikowano

W jednym z poprzednich tekstów wspominałem spółkę MoonLake Immunotherapeutics (NASDAQ:MLTX), jako godną szczególnej uwagi. Firma ta pod wieloma względami jest oderwana od założeń szablonowego biotechu amerykańskiego, ale pokazując przy tym wszystko co w Ameryce bywa wielkie: wyniki, potencjał i zaufanie inwestorów.

Funkcjonowanie MoonLake jest unikatowe z kilku powodów. Spółka jest przede wszystkim oparta o jedną cząsteczkę – kandydata na lek o nazwie sonelokimab. O takich spółkach mówi się, że są “single asset” lub “asset-centric”, chociaż złośliwi określają je “jednowymiarowymi”. MoonLake nie odkrył cząsteczki, sonelokimabu, której rozwój kliniczny prowadzi. Sonelokimab został wylicencjonowany z niemieckiego Mercka jako “distressed asset”. Cząsteczka jest lekiem biologicznym, ale nie typowym przeciwciałem monoklonalnym jakie znamy, a alternatywnym “nanoprzeciwciałem” (ang. nanobody), opartym o układ odporonościowy lam i wielbłądów. I wreszcie, MoonLake jest spółką publiczną notowaną na amerykańskim NASDAQu, ale na giełdzie pojawili się również w sposób alternatywny tj. przez tzw. SPAC (ang. Special Purpose Acquisition Company). SPAC jest rodzajem spółki celowej, która była założona po to, żeby ułatwić i przyspieszyć dopuszczenie do rynków publicznych spółkom prywatnym.

Ale zacznijmy od początku. MoonLake został założony przez Kristiana Reicha i Jorge Santosa da Silva’e w szwajcarskim Zugu. Pierwszy z założycieli jest profesorem dermatologii w Hamburgu, drugi wcześniej był partnerem w firmie konsultingowej, McKinsey, w Zurychu. Oprócz biura w Zugu, MoonLake ma je również w Porto oraz brytyjskim Cambridge, ale nie ma biur w USA. Brak reprezentacji w Ameryce nie przeszkodził im w debiucie na publicznym rynku spółek technologicznych (NASDAQ), chociaż Moonlake zrobił to w sposób niebezpośredni.

Jak to się stało, że MoonLake w ogóle powstał? 

Merck KgaA prowadził badania kliniczne z użyciem kandydata na lek, sonelokimabu, w łuszczycy, jednak projekt musiał słabo rokować, bo Niemcy po wynikach drugiej fazy program przerwali. Wg mediów sonelokimab nie uzyskał statystycznej przewagi nad szwajcarskim Cosentyxem u pacjentów z łuszczycą. Co ciekawe jednym z głównych klinicystów po stronie akademickiej był profesor Kristian Reich, który nadzorował z badanie sonelokimabu w leczeniu łuszczycy plackowatej w Hamburgu.

Nietrudno się domyślić, co wydarzyło się dalej. Ktoś w Mercku uznał, że projektu nie warto kontynuować, a ktoś inny (czyt. prof. Kristian Reich) stwierdził, że w szumie wyników sonelokimabu, jest wartościowy sygnał. Sygnał, który zasługuje na badanie klinicznie oparte na innym protokole, może u innej grupy pacjentów lub jeszcze innego podejścia. 

W marcu 2021 r. MoonLake został założony w mieście Zug i szybko pozyskał finansowanie od absolutnie elitarnego i “wiecznie zielonego” (ang. evergreen; fundusz otwarty) funduszu BVF, chociaż nie doszukałem się informacji nt. wielkości rundy A. Żeby zainteresować fundusz klasy BVF zakładem typu, że BigPharma popełniła błąd, potrzeba było kogoś uznanego w świecie biznesu. Tym kimś był oczywiście Jorge Santosa da Silva, o którym świadczy jego poprzednia pozycja w McKinsey.

Następnie MoonLake nabył prawa do cząsteczki, sonelokimabu, z Merck KgaA, chociaż jasne jest, że ta umowa musiała być zabezpieczona w momencie inwestycji przez BVF. Za kandydata na lek przebadanego w drugiej fazie klinicznej, zapłacono Merckowi 25 mln USD oraz przydzielono 9.9% udziałów w nowo-powstałym start-upie. 

Jeszcze w 2021 r. MoonLake podpisał kluczową umowę z amerykańskim SPACiem, Helix Acquisition Corp., co umożliwiło spółce debiutować na giełdzie w USA w kwietniu 2022 r. SPACi działają tak, że wchodzą na giełdę drogą normalną, czyli poprzez pierwszą ofertę publiczną (ang. IPO, Initial Public Offering), ale nie prowadzą żadnej działalności operacyjnej. Ich jedynym celem jest pozyskanie kapitału od inwestorów, a następnie wykorzystanie tego kapitału do przejęcia lub połączenia się z istniejącą firmą prywatną. Po fuzji czy przejęciu spółki prywatnej, w tym wypadku MoonLake, dochodzi do “despakowania” (ang. De-SPAC) i przekształcenia pierwotnego, publicznego wehikułu w spółkę całkowicie operacyjną. Dzięki tej operacji MoonLake pozyskał 230 mln USD z pieniędzy, które już w SPACu były oraz z równoległej inwestycji nowych inwestorów. W czerwcu 2023 r. spółka pozyskała dodatkowe 400 mln USD z kolejnej oferty publicznej, a w kwietniu 2025 r. 500 mln USD pożyczki z Hercules Capital, które ma pomóc wprowadzić sonelokimab na rynek w leczeniu hidradenitis suppurativa (HS; ropne zapalenie gruczołów apokrynowych lub ropnie mnogie pach) w 2027 r. i innych chorób autoimmunologicznych.

Jeszcze na początku tego roku, tym razem amerykański Merck rzekomo chciał przejąć MoonLake oferując 3 mld USD za spółkę ówcześnie wycenianą na 2.6 mld USD. Oferta została odrzucona, a przekonanie o wartości sonelokimabu wszystkich kluczowych udziałowców malutkiego biotechu, musi być olbrzymie. Może wiedzą coś więcej o swojej cząsteczce, niż świat zewnętrzny. Bo my, jako obserwatorzy widzimy kilka zagrożeń i wyzwań, które przed nimi stoją.

Po pierwsze spółka ma jeden projekt. Jeśli ten jeden projekt, gdzieś zawiedzie, ciężko będzie wyjść z sytuacji obronną ręką. Sam jestem wielkim entuzjastą spółek typu “single-asset”, ponieważ wszystkie prace, cała energia i wszystkie pomysły koncentrują się wokół jednego projektu i w każdej sytuacji zespół walczy o życie. Ponadto przy potencjalnej akwizycji spółki biotechnologicznej, BigPharma i tak przeważnie wycenia tylko główny projekt, ewentualnie jakiś dodatkowy, ale większość pozostałych cząsteczek trafia w otchłań zapomnienia. Wydajność kapitału inwestującego w spółkę o jednym projekcie jest więc wyższa niż przy spółkach o szerokim portfolio. Dodatkowo z perspektywy inwestora biotechnologicznego, efektywniej jest zainwestować w 5-10 spółek z jednym projektem niż w 1 czy 2 z pięcioma czy dziesięcioma, również dlatego, że ryzyka osobnych spółkach są mniej skorelowane ze sobą. Przeciwnicy podejścia spółek “jednoprojektowych”, a jest ich zdecydowanie więcej niż ich fanów, bardzo słusznie twierdzą, że takie firmy to zakład typu wszystko albo nic, a spółki z portfolio programów mają kilka punktów amortyzujących nierówności dróg biotechnologii. No i bardzo ciężko jest budować środowisko branżowe w oparciu o spółki z jednym projektem.

Po drugie sonelokimab nie będzie lekiem pierwszym w klasie, ani nawet pierwszym w kluczowej chorobie tj. HS. Cosentyx, czyli przeciwciało Novartisu hamujące aktywność białka IL-17A, sprzedaje się naprawdę nieźle zarówno w łuszczycy, jak i w HS. W 2024 r. wygenerowało 6 mld USD przychodów, a w szczycie sprzedaży ma przekroczyć 8 mld.

Sonelokimab różni się do Cosentyxu tym, że hamuje nie tylko IL-17A, ale również IL-17F oraz dimeryczne kompleksy IL-17A/IL-17F, co jest kluczowe dla lepszej odpowiedzi terapeutycznej.

Patrząc dalej, wchodzimy na kolejny poziom krajobrazu konkurencyjnego, czyli na lek Bimzelx wprowadzony na rynek przez belgijskie przedsiębiorstwo UCB Pharma. Bimzelx jest już zatwierdzony w leczeniu umiarkowanej do ciężkiej łuszczycy plackowatej, aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów, aktywnego osiowego zapalenia stawów bez zmian radiologicznych, aktywnego zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa i umiarkowanego do ciężkiego HS. Prognozowany szczyt sprzedaży Bimzelx w zależności od źródła to 6-11 mld USD rocznie, co przełożyło się wielki wzrost kapitalizacji UCB Pharma w ostatnim czasie. Dlaczego Bimzelx jest zagrożeniem dla sonelokimabu? Dlatego, że jest pierwszym i na razie jedynym w klasie antagonistą IL-17A i IL-17F (również dimerów), czyli tych białek, w które celuje MoonLake.

W czym zatem MoonLake może upatrywać swojej szansy? W tym, że sonelokimab to nie przeciwciało, a malutkie “nanoprzeciwiciało”. Obydwa mają tę samą formę podania w postaci zastrzyku podskórnego, ale zaletą sonelokimabu ma być jego wielkość. Lek ten jest ok 3.5-4 razy mniejszy od typowego przeciwciała monoklonalnego (takiego jak Bimzelx), dzięki czemu ma lepiej penetrować trudno dostępne tkanki. To z kolei ma się przełożyć na lepszą odpowiedź terapeutyczną zwłaszcza w ciężkich postaciach choroby. Potencjalną wadą, chociaż podkreślam, że na razie tylko potencjalną, może być częstość dawkowania. “Nanoprzeciwciała” mając krótszy (od klasycznych przeciwciał) czas półtrwania, mogą wymagać podawania co 2-4 tygodnie, czyli jakieś 2-4 razy częściej niż typowe leki biologiczne.

Kolejnym zagrożeniem konkurencyjnym są leki skierowane wobec innej cytokiny, IL-23, gdzie Skyrizi (AbbVie) i Omvoh (Eli Lilly), wykazują świetną aktywność w leczeniu łuszczycy i podobnych chorób, ale nie HS.

Wszystkie wyżej wymienione terapeutyki, są lekami biologicznymi podawanymi w postaci zastrzyków (podskórnie lub dożylnie). W przypadku chorób przewlekłych stanowi to niewątpliwie duże obciążenie dla pacjenta. Światełkiem w tunelu jest w tej chwili icotrokinra (kandydat na lek Johnson&Johnson), czyli pierwszy, doustny peptyd hamujący aktywność IL-23, ale jest jeszcze w badaniach klinicznych. Przeciwko IL-17 leków doustnych na horyzoncie nie widać. Było ich kilka, ale wszystkie badania kliniczne przerwano.

Patrząc na konkurencję, ale i na mocne strony sonelokimabu myślę, że jest wysoce prawdopodobne, że MoonLake “wytnie” kawałek tortu chorób autoimmunologicznych, zwłaszcza w cięższych wskazaniach. A “tort” ten w przypadku łuszczycy, HS i chorób, w które celuje MoonLake i Bimzelx, był wyceniany na blisko 50 mld USD w 2024 r. przy wzroście na poziomie 6-8% rocznie [1, 2, 3, 4].

Co mnie urzekło w MoonLake?

Kilka rzeczy:

1) Przede wszystkim rodzaj podjętego zakładu. Na przekór dużej firmie farmaceutycznej, kilka osób twierdzi, że potrafi rozwinąć projekt lepiej i skuteczniej.

2) Niespotykane tempo działania – zaledwie rok od założenia spółki do debiutu na NASDAQ to prawdziwy wyczyn w świecie biotechnologii.

3) Zdolność pozyskiwania potężnego kapitału, także w formie nierozwodnieniowej i w czasach trudnych dla finansowania projektów wysokiego ryzyka. Zasługuje to na uznanie.

4) I wreszcie: niezwykła pewność siebie i przekonanie o jakości własnego projektu. Akceptacja oferty przejęcia przez amerykańskiego Mercka z początku 2025 r. oznaczałaby po ok. 150 mln USD dla każdego z założycieli i ok. 1 mld USD dla BVF. Odmówili. Zdecydowali się poczekać na nadchodzące wyniki i kontynuować grę „wszystko albo nic”.